Main Okoliczności Polecamy Sztuka

Stanisław Maria Rochowicz – po raz pierwszy na żywo

Muszę przyznać, że z mieszanymi uczuciami niepewności, zainteresowania i ciekawości czekałem na spektakl „Poszukiwany, poszukiwana”, który został zaprezentowany w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Filmowej komedii pod tym samym tytułem, która stała się podstawą spektaklu, nikomu chyba nie trzeba przedstawiać.

Zmierzyć się z kultową postacią Wojciecha Pokory, podjąć reżyserii po Stanisławie Barei, i zrealizować całą resztę przedsięwzięcia, utworu który jest głęboko zakorzeniony w kulturze nie jest łatwo, a jeszcze trudniej odnieść sukces. To wielka sztuka.

Dla ignorantów, którzy jeszcze nie obejrzeli filmowej lektury, z obowiązku przypomnę skróconą treść. Stanisław Maria Rochowicz niesłusznie posądzony o kradzież obrazu, musi się ukrywać pod kobiecym przebraniem pomocy domowej jako Marysia – koniec streszczenia. Początek zabawy.

Konwencja lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku z filmowego pierwowzoru została na scenie utrzymana. Niby prosta, ale sugestywna scenografia w jakiś niewytłumaczalny, cudowny sposób, przenosiła mnie do miejsc z Gierkowskiej epoki. Ale doskonale „zagrała” nie tylko warstwa wizualna. W odróżnieniu od filmu, fabuła przedstawiona w teatrze przepleciona została barwnymi dźwiękami, nutami i tanecznymi ruchami aktorów. Zabrzmiały dobrze znane utwory muzyczne Anny Jantar, Krzysztofa Krawczyka, Bogusława Meca, Danuty Rinn, Zbigniewa Wodeckiego i innych muzycznych osobowości, nie tylko poprawiając lecz także pogłębiając nastrój, tworząc klimat ówczesnych lat. Ach te szlagierowe refreny! „Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się…” Kolejny raz przy tego rodzaju przedstawieniach trzeba wspomnieć o doskonałym przygotowaniu muzycznym aktorów, muzyków i zaplecza technicznego. To musicalowe ujęcie całkowicie i trafnie odróżniło filmowe źródło od scenicznej interpretacji. Trzeba podkreślić, że nie tylko taka forma jest nowatorska, ale sam pomysł zaprezentowania tego utworu na scenie jest pionierski w skali całego naszego pięknego kraju.

Stroje z „epoki” zawładnęły moją wyobraźnią. Wypełniły ją tekstylnymi fajerwerkami krojów, wzorów i kolorów. Kalejdoskop kompozycji kręcił się w rytmach znanych hitów muzyki rozrywkowej.

Obok wątków bardzo zbliżonych do kreacji ze srebrnego ekranu pojawiło się wiele nowych interpretacji i komentarzy do dzisiejszej rzeczywistości. Powstało nawet zupełnie nowe zakończenie jednego z wątków, dla większej uciechy widzów nie będę zdradzał jakiego. Mogę zdradzić, że będzie ubaw. „Aktualności” umiejętnie wplecionych w fabułę też nie zdradzę, by nie odbierać przyjemności odkrywania komentarzy bawiąc się konwencją sztuki. Uważny widz dostrzeże oko puszczone do widowni. Aby jeszcze bardziej przybliżyć rzeczywistość sceniczną do tej naszej realnej, do tekstów zostały wprowadzane regionalizmy, które tak bardzo cieszą publiczność. Nie ma to jak pośmiać się z sąsiada na scenie.

Postać poszukiwanego Stanisława Marii Rochowicza czyli poszukiwanej Marysi została dynamicznie zinterpretowana przez Michała Czadernę. Marysia jest pełna energii, kolorowa (dosłownie i w przenośni), atrakcyjna…. Oczu od Marysi nie można oderwać! I sam się zastanawiam czy to powód do osobistego niepokoju, czy tylko nie zobowiązująca radosna kokieteria? Ta aktorsko-tekstylno-taneczna kreacja przyciąga uwagę. Aktor z powodzeniem wykorzystał swój komediowy potencjał.

Dyrektor, który miał żonę, której mąż był z zawodu dyrektorem dał popis dyrektorskich „kompetencji”. A wydawać by się mogło, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. W przeciwieństwie do aktorskich kompetencji i miejsca na scenie Piotra Gajosa, któremu profesjonalizmu odmówić nie można. Równie wielkim kunsztem w aktorstwie co zabawnym schematyzmem w malarstwie wykazał się Adam Myrczek w roli Bogdana Adamca (Artysty Malarza). Tomasz Lorek sprostał zadaniu Naukowca, któremu kolejny raz udało się zbadać jaka jest zawartość „cukru w cukrze”.

Próba podjęta przez twórców spektaklu potwierdziła żywotność zabawnych sytuacji. Atrakcyjna musicalowa formuła, ciekawe zabiegi inscenizacyjne, żywe aktorstwo dodały nowej jakości komedii sprzed ponad pięćdziesięciu lat.

No cóż… historia stawia przed nami zadania. Odważny kolektyw tutejszego teatru podjął się próby realizacji powierzonego wyzwania z wielkim powodzeniem. Patrząc w przeszłość za nami, a tym bardziej przyszłość przed nami z osobistą dumą i poparciem wspólnego społeczeństwa na odcinku, który powierzyła nam dzisiejsza kultura oraz w kierunku, który został przed nami jasno określony, jako obywatele i obywatelki można i należy wspólnie, kolektywnie, historycznie stwierdzić, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, że „Bareja wiecznie żywy”.

Damian Górecki

Fotografie: Dorota Koperska